Kalisko-Ostrowski Klub Fajki 2010

Wrocławskie uniesienia muzealne

Tegoroczny czerwiec obfituje w wydarzenia o tematyce fajczarskiej! 11. Czerwca 2022 r. w Ossolineum we Wrocławiu odbyło się uroczyste otwarcie wystawy pt. „Zmierzch epoki tytoniu”. Oczywiście nie mogło zabraknąć tam wysłanników Kalisko-Ostrowskiego Klubu Fajki. A jak już pojechali… to i pozwiedzali!

00.jpg

Trzydniowa wycieczka do Wrocławia? Proszę bardzo. Zapakowawszy się do samochodu, z przymrużonymi oczami, by nie widzieć bieżących cen paliwa na pylonach mijanych stacji benzynowych, pognali piątkowym porankiem w kierunku stolicy województwa Dolnośląskiego. Na wieczór tego wspaniałego dnia zaplanowano bowiem Walne Zebranie Rady Polskich Klubów Fajki, co dawało jeszcze kilka dobrych godzin na odwiedzenie wrocławskich muzeów.

Zaczynamy od Racławic, a raczej panoramy autorstwa Jana Styki, Wojciecha Kossaka i całego zastępu innych artystów malarzy, wspomagających to gargantuiczne przedsięwzięcie. Budynek choć rodem z lat ’60 ubiegłego wieku, budzi nadal zasłużony podziw nad samym designem, ale i funkcjonalnością.

01.jpg

02.jpg

03.jpg

A samo dzieło o skromnych wymiarach 15 x 114 metrów, przedstawiające panoramę zmagań wojennych wojsk Insurekcji Kościuszkowskiej z rosyjskimi zaborcami, wydało się nieco krzepiące w trudnej współczesności.

04.jpg

Rzut okiem na zegarki dał do zrozumienia, że pobliskie Muzeum Narodowe obskoczymy jeszcze przed wizytą w hotelu! Pognaliśmy więc na ekspozycję sarkofagów władców śląskich – ulubione miejsce kol. archeologa, a następnie niemalże truchtem na wystawy śląskiego malarstwa od XIV – XIX wieku.

05.jpg

Po kilkunastu westchnięciach, ścięciu z opiekunką ekspozycji (ulubiony punkt programu kol. Macieja…), rzutach oczu na barokowe cacka i wynaturzenia, pojawił się pewien dysonans poznawczy. A mianowicie, w eleganckiej, rzeźbionej i złoconej ramie, kol. Maciej wypatrzył ghotickowych Magów Wody…

06a.jpg

Racjonalizacja problemu w moim wykonaniu dała ukojenie jeno na chwil parę, gdyż niemalże na sąsiedniej sali, pod portretami zasłużonych mieszczan i patrycjuszy, natrafiliśmy na kolejne cztery portrety bohaterów gry komputerowej…

07.jpg

Teraz dopiero zgryz przeważył zdrowy rozsądek, a krótka rozmowa z pracownicami Muzeum pozwoliła ustalić… że to taki event, wręcz wystawa czasowa, co by stare z nowym wymieszać. I zamiast kulturalnych uniesień, pozostało nam jeno uniesienie brwi…

No nic, tuż obok znajdował się gabinecik osobliwości. Takie tam wiecie – realistyczna laleczka w realistycznej trumnie, portret baby co to brody i wąsa nie goliła od dekad, a nawet portret człeka, co to chciał mieć oczy to w prawo, to w lewo, więc kazał wmontować w obraz mechanizm zegarowy poruszający tymże organem.

08a.jpg

Dopełnieniem dziwów był portret jegomościa do złudzenia przypominającego Roberta De Niro.

09a.jpg

Jako znawcy tematu puli genetycznej populacji światowej, postanowiliśmy i ten problem przegadać w drodze do wyjścia… A tu niespodzianka. Fajka na obrazie! I tym razem Sebastian był szybszy, nie Maćko. Ten zaś ustalił obecność ćmika w ustach kompana fajczarza. Radości ze znalezisk nie było niemalże końca.

10.jpg

11a.jpg

Hihihi, redakcja ma radochę, bo autor zapomniał o fajkach jakie udało się namierzyć w muzeum, foto poniżej (przyp. M.M.)

12.jpg

Aż do dotarcia w gościnne progi Hotelu Śląsk, uregulowania płatności, zameldowania się i pozostawienia gratów, by z mniejszym ekwipunkiem ruszyć na zwiedzanie Centrum Historii Zajezdnia, prezentującego na rozległych przestrzeniach dawnej i zmodernizowanej pod kątem muzealnym zajezdni autobusowej. Cuda i dziwy, pamiątki PRLu, świadectwa ewakuowanych ze zniszczonego Wrocławia, ale też i wspomnienia tych, którzy powrócili tu po wojnie, przedstawił nam Marek Stanielewicz, autor projektu wystaw.

13.jpg

Po przeprawie przez wrocławskie mieszkania rodem z międzywojnia, przez areszt i witryny kiosku ruchu, przez sale taneczne i sale pamięci, brnęliśmy w kłopotliwej, powojennej historii stolicy Dolnego Śląska. Aż do czasów strajków, Solidarności i niepokojów społecznych, domagających się głębokich reform ustrojowych.

14.jpg

15a.jpg

16a.jpg

17.jpg

18a.jpg

19.jpg

Reformę Maćka zafundował nam kolega Marek z Warszawskiej Ligi Fajkowo Cygarowej, który dostarczył nad wyraz osobliwy podarek. Tutaj słowa nie oddadzą całego dramatyzmu sytuacji, niechaj więc przemówi zdjęcie…

20a.jpeg

W godzinach wieczornych odwiedziliśmy Atelier Andrzeja Lecha Kriese, organmistrza kierującego przez cztery lata zespołem fachowców odbudowujących organy z Bazyliki św. Elżbiety znajdującej się w naroży wrocławskiego Rynku. To w pracowni mistrza odbyło się Walne Zebranie Rady Polskich Klubów Fajki, na które z całej niemal Polski zjechało się 18. Prezydentów Klubów fajkowych, by metodą głosowania wybrać Prezydenta Rady na nową kadencję, a przy tym dyskutować na temat bieżących problemów polskiego fajczarstwa.

21.jpg

22.jpg

23.jpg

Jednogłośnym zwycięzcą okazał się Jacek Schmidt, Prezydent Ariergardy Fajczarzy i Aficionados.

24.jpg

(fot. Kalumet.pl)

Warto nadmienić, że zgłoszonym przez Zbyszka Bednarczyka, Prezydenta Przemyskiego Klubu Fajki, był nie kto inny jak Maciej Maciejewski, szczęśliwie nam panujący Fajkowy Król trzeciej kadencji (choć wielu odgraża się, że na najbliższym spotkaniu w Przemyślu sytuacja może się diametralnie zmienić, a to już chyba sygnały rebelii…). Niestety sam kandydat nie wyraził zgody na czynne uczestnictwo w wyborach… Powołany zaś został do zaszczytnej funkcji jednego z Wiceprezydentów Rady Polskich Klubów Fajki,

25.jpg

(fot. Kalumet.pl)

w towarzystwie Wiesława Ratajka, Prezydenta Pipe Club Szczytna, Jerzego Marii Wilczkowiaka, Prezydenta Konińskiego Klubu Fajki oraz Zbyszka Bednarczyka, Prezydenta Przemyskiego Klubu Fajki.

26.jpg

(fot. Kalumet.pl)

27.jpg

28.jpg

Po posiedzeniu Rady udaliśmy się do hotelu, gdzie napotkaliśmy naszych kompanów, Marka Chmielowskiego z I Krakowskiej Loży Fajki oraz Eryka Cieślaka, jednego z bardziej zaangażowanych kolekcjonerów polskich fajek. Integracjom nie było końca.

Jednak to właśnie sobota miała być wisienką na torcie wrocławskiej eskapady.

Sobotni poranek spędziliśmy w Domku Miedziorytnika. Uroczy, filigranowy budyneczek wkomponowany jest pomiędzy strzeliste budynki otaczające wrocławski Rynek, oraz kościół, górujący ponad nimi wszystkimi. Wewnątrz swoje fajki zaprezentowali Mateusz i Henryk Worobiec oraz Zbyszek Bednarczyk z Kamilem Grązem (moja słaba silna wola znów się dopominała pamiątki z Wrocławia, jakże mógłbym więc przejść obojętnie koło eleganckich worobcówek, a następnie spojrzeć spokojnie w lustro?).

Na pięterku organizatorzy z Wrocławskiego Pipe Club przygotowali zacny poczęstunek oraz miejsce, gdzie w spokoju i doborowym towarzystwie można było zapalić fajkę i przedyskutować tematy nie tylko fajkowe. Przed wejściem do Domku Miedziorytnika dokonano przed południem uroczystego odsłonięcia nowego wrocławskiego Krasnala, który do złudzenia przypomina Marka Stanielewicza… Czyżby znów odzywała się pula genetyczna?!

29.jpg

30.jpg

51.jpg

Chętni mogli udać się na zwiedzanie ekspozycji prezentowanych we wnętrzach Muzeum Pana Tadeusza.

31.jpg

Godzinę po południu zaciągnięto nas do kościoła… W zasadzie to do Bazyliki św. Elżbiety, gdzie podziwiać mogliśmy dzieło setek tysięcy roboczogodzin wypracowanych przez setki fachowców pracujących nad rekonstrukcją tutejszych organów. Fachowy komentarz zapewnił Andrzej Lech Kriese oraz Marek Stanielewicz. Na zmysł słuchu dodatkowo podziałała Toccata i Fuga d-mol Jana Sebastiana Bacha oraz dwa inne utwory grzmiące w przepastnych przestrzeniach naw bazyliki. Pomimo mikrej dokumentacji organów sprzed wielkiego pożaru, uchem laika, oceniliśmy perfekcyjną robotę zespołu odbudowującego ten imponujący instrument. Warto nadmienić, że w gablocie znajdującej się na tyłach kościoła znajduje się model wykonany w skali 1:10, zbudowany celem ustalenia pożądanych proporcji i parametrów poszczególnych piszczałek.

32.jpg

Prosto z koncertu udaliśmy się w kierunku dziedzińca Ossolineum, gdzie rozpoczęła się oficjalna część uroczystości otwarcia wystawy „Zmierzch Epoki Tytoniu”, opierającej się na imponującej kolekcji fajek i utensyliów fajkowych Marka Stanielewicza. Głos zabrali pani wicedyrektor Ossolineum oraz pani kurator wystawy, a następnie każdy z fajczarzy biorących udział w wydarzeniu. Po części oficjalnej, tłumek miłośników tytoni wpuszczony został w progi muzeum, gdzie łapczywie chłonął atmosferę pokoju fajczarza, podziwiał zawartość gablotek prezentujących wytwórczość wybranych fajkarzy przemyskich,

33.jpg

37.jpg

38.jpg

dziesiątki opakować z tytoniem już od dekad niedostępnym w sprzedaży czy setki opakowań po tytoniu bardziej współczesnym, choć z roku na rok coraz mniej osiągalnym dla polskich fajczarzy.

35.jpg

36.jpg

Bolesne refleksje nad schyłkiem pewnej ery dostatku smakołyków tabaczanych osłodzić mogła obecność imponującej fajki należącej niegdyś do Adama Mickiewicza,

47.jpg

czy tematyczne zbiory fajek drewnianych, glinianych czy kamiennych.

34.jpg

39.jpg

40.jpg

41.jpg

42.jpg

43.jpg

44.jpg

45.jpg

46.jpg

Część odwiedzających wystawę pozostawiła po sobie ślad w wystawionej księdze pamiątkowej, a następnie z wolna rozpoczęto zajęcia w podgrupach… Chętni mogli wybrać się wraz z Markiem Stanielewiczem na spacer i zwiedzanie Ostrowa Tumskiego,

49.jpg

50.jpg

a bardziej czy mniej rozproszeni fajczarze łapali okazję do zadymienia w Domku Miedziorytnika czy dalszej integracji we wrocławskich pubach i restauracjach.  Tutaj opisów już oszczędzę, bo co wydarzyło się we Wrocławiu… pozostaje we Wrocławiu…

Niedziela! Po oporządzeniu siebie i bagaży własnych ruszyliśmy na podbój wrocławskiego Muzeum Etnograficznego. Ciekawa wystawa „nie zabawki” prezentowała szereg instalacji i prac przedstawiających codzienne prace i obowiązki zbudowanych z dawnych zabawek dziecięcych czy przedmiotów nawiązujących do nich stylem…

IMG20220612121350.jpg

IMG20220612121755.jpg

IMG20220612122115.jpg

Bez dwóch zdań zrozumienie klasycznego „Co autor miał na myśli” zajęłoby nam zbyt dużo czasu, wiec po przyjrzeniu się wszystkim elementem ekspozycji, ruszyliśmy na wystawy stałe, przybliżające XVIII i XIX wiek na Górnym Śląsku, a przede wszystkim różnorodność etniczną, kulturową i wyznaniową mieszkańców. Ledwie kilka razy padło zwyczajowe „Tu nie ma fajek” i nawet imponujące ule figuralne nie były w stanie złagodzić bólu pojawiającego się w następstwie tych słów głęboko w duszy…

IMG20220612123349.jpg

IMG20220612123634.jpg

IMG20220612123625.jpg

IMG20220612130650.jpg

IMG20220612130707.jpg

IMG20220612122515.jpg

IMG20220612122545.jpg

IMG20220612124332.jpg

IMG20220612125439.jpg

Dalszą trasę wyznaczyliśmy na Nidzicę… wróć! Oleśnicę. A w niej Zamek Książąt Oleśnickich i bar ze strawą prosto z woka… Ale może o tym pierwszym. Budynki zamku okazały się równie imponujące architektonicznie, co słabo urządzone. Wysokie krużganki i wieże konkurowały więc z niedoborem mebli z epoki oraz nadmiarem współczesnej tandety meblarskiej, które zastaliśmy w poszczególnych komnatach.

IMG20220612140854.jpg

IMG20220612142558.jpg

IMG20220612141132.jpg

IMG20220612143128.jpg

IMG20220612151850.jpg

IMG20220612143535.jpg

IMG20220612144040.jpg

IMG20220612144302.jpg

IMG20220612144917.jpg

No dobra… przyznać trzeba, że spreparowana głowa słonia wisząca nad kominkiem robiła wrażenie (dla niektórych nawet upiorne), ale większość pomieszczeń była pozbawiona charakteru rezydencji monarszej.

IMG20220612142954.jpg

Z nogi na nogę przemierzaliśmy kolejne pokoje i sale, kiedy naszych uszu dobiegło bajanie o tutejszym alchemiku Przepełce… Nie będę może przybliżać szczegółów opowieści, gdyby ktoś chciał nawiedzić ten obiekt i wsłuchać się w słowa romantycznej legendy… Sami odkryjcie przesłanie, być może do Was trafi!

IMG20220612145510.jpg

Później wieża zegarowa. Strome schody do nieba przy lekkim poślizgnięciu w łatwy sposób mogły zamienić się w zjeżdżalnię do piekieł. Dalej niemalże pionowe drewniane drabiny pozwalały się wtarabanić na ostatnie kondygnacje, zastawione przyporami z drewnianych belek, pomiędzy którymi lawirując, znaleźć można wyjście na zewnętrzny taras. Cóż… Oleśnica z góry wygląda nadal jak Oleśnica. Ale nie sposób odmówić funkcjonalności takiego punktu obserwacyjnego w czasach ciągłego zagrożenia najazdami! Przy odpowiedniej pogodzie widoczność zapewne sięga kilku dziesiątek kilometrów w każdą stronę.

IMG20220612150715.jpg

IMG20220612151042.jpg

IMG20220612150847.jpg

IMG20220612151051.jpg

IMG20220612151056.jpg

Schodzenie z reguły jest trudniejsze, ale właśnie tę czynność z ulgą przyjął kol. Maciek, którego dolegliwości nie dopuściły do zaszczytu splunięcia na… znaczy się podziwiania panoramy miasta i figur lwów zdobiących balustradę.

IMG20220612150559.jpg

 IMG20220612151325.jpg

Na ostatniej prostej zatrzymaliśmy się jeszcze w Antoninie, gdzie w uroczym parkowo dworkowym anturażu spędziliśmy miłe chwile sącząc kawę, popijając sok pomidorowy i ćmiąc fajki.

IMG20220612184757.jpg

Jak tu nie lubić wyjazdów fajkowych? Osobiście – nie mam pojęcia!

 

Autor: Sebastian Nowak

Fot. M.M./Kalumet.pl (za zgodą redakcji)

Facebook FanBox